Większość typowych trzęsień ziemi występuje wzdłuż uskoków mających wbudowane „hamulce”: ruch zatrzymuje się, gdy zostaną rozładowane naprężenia między dwoma fragmentami skorupy ziemskiej, które usiłują przemieszczać się względem siebie. Aktywność jednak może się nie zakończyć, jeśli to grawitacja jest główną silą napędzającą. W najgorszym scenariuszu fragment wulkanu powyżej uskoku może stać się tak niestabilny, że gdy raz zacznie się obsuwanie, grawitacja ściągnie cale zbocze w dół, przemieniając je w usypisko odłamków na dnie oceanu. Zbocza wulkanu, takiego jak Kilauea, stają się strome i szczególnie podatne na tego rodzaju zapadnięcie, gdy lawa z kolejnych erupcji podbudowuje je w górę szybciej, niż zachodzi proces ich erozji. Odkrycie cichego trzęsienia na Kilauea sugeruje, że południowy stok wulkanu przemieszcza się być może dążąc do zapadnięcia. Obecnie tarcie wzdłuż uskoku działa jak hamulec bezpieczeństwa, jednakże grawitacja wygrywała w wielu innych przypadkach w przeszłości.
Naukowcy niejednokrotnie zaobserwowali dowody dawnych zapadnięć w postaci obrazów sonarowych, ukazujących ogromne pola rumoszu skalnego w płytkich wodach otaczaj ących wulkaniczne wyspy na całym świecie, w tym Majorkę i Wyspy Kanaryjskie. W rejonie Wysp Hawajskich geolodzy znaleźli przynajmniej 25 śladów zapadlisk, które powstały na przestrzeni ostatnich pięciu milionów lat w skali geologicznej to mgnienie oka. OBJĘTOŚĆ MATERIAŁU trafiającego do oceanu podczas typowego obsunięcia jest tysiące razy większa od tej części wulkanu Mount St. Helens, która rozleciała się w wyniku wybuchu w 1980 roku to więcej, niż trzeba do wytworzenia ogromnych tsunami. Na przykład na wyspie Lanai w Archipelagu Hawajskim geolodzy odkryli dowody działalności fal, w tym liczne fragmenty muszli morskich na wysokości 325 m.
Gary McMurtry z University of Hawaii w Manoa i jego współpracownicy wnioskuj ą, że najbardziej prawdopodobnym sposobem, w jaki muszle mogły znaleźć się tak niebotycznie wysoko, było naniesienie ich przez tsunami, które osiągały na niektórych wybrzeżach Wysp Hawajskich prawdziwie zadziwiającą wysokość 300 m. Większość z najwyższych fal odnotowanych w czasach nowożytnych miało mniej niż jedną dziesiątą tej wysokości. Jakkolwiek przerażająco by to zjawisko wyglądało, trzeba na związane z nim zagrożenie spojrzeć w odpowiednim kontekście. Katastrofalne zapadnięcie się wulkanicznych zboczy to, w skali ludzkiego życia, zjawisko bardzo rzadkie, chociaż o wiele częstsze niż potencjalne zderzenie z Ziemią dużej planetoidy lub komety. Zapadliska wystarczająco duże, aby wywołać potężne tsunami na Wyspach Hawajskich, występują tylko co około 100 tys. lat. Niektórzy naukowcy szacują, że na całym świecie zdarzają się one raz na 10 tys. lat.