Przed domem, na ławeczce siedzi uśmiechnięta staruszka. Jej czoło poorane jest zmarszczkami, które wskazują, że kobieta dużo przeszła. Niewątpliwie jest to racja. Jest to pokolenie, któremu wojna zabrała dzieciństwo i młodość. Zna głód, przemoc i wszelki niedostatek. Jednak babcia Zosia nie rozpamiętuje już minionych lat. Na twarzy widnieje uśmiech, oczy się śmieją, niewiadomo do kogo i z jakiego powodu. To pogodna staruszka. Siedząc na swojej ławeczce zastanawia się nad zapasami na zimę. Przecież nie tylko wiewiórki muszą je robić, a owoce nie są przecież przez cały rok. Musi coś zrobić, bo przecież wnuki i prawnuki będą wieczorem przychodzić bo babcine konfitury. Lubi to zajęcia. Krzątanina między słoikami sprawia jej ogromną przyjemność. Dobrze mieć mnóstwo smakołyków w szare, jesienno zimowe wieczory: malinowy sok co herbaty, konfiturę ze śliwek, no i wiśnie zasypane cukrem. Już sobie rozplanowała gdzie co postawi, ile słoików potrzebuje - chyba tego roku trzeba będzie coś dokupić.

W jasnej i przestronnej sieni, po prawej stronie są stare drewniane drzwi. Gdy się je otworzy, oczom ukazują się schody prowadzące w dół. Pod koniec odrobinę zakręcają. Nie jest ich wiele. To piwnica. A właściwie nie piwnica a spiżarnia domowa. Starsza pani przypomniała sobie właśnie, jak w dzieciństwie zabierała ze sobą lampę naftową lub świeczkę i schodziła po tych schodach aby pomóc matce. Teraz sama jest matką. Nawet ma już prawnuki! Ocknęła się z zamyślenia, zeszła na dół, ale tym razem zapalając światło elektryczne. Oczom ukazało się mnóstwo półek. Właściwie na każdej ścianie były, a na nich słoiki, garnki, jakieś torebki. Górne półki pozastawiane były pustymi słoikami, po zeszłorocznych zapasach. Natomiast na dole można było jeszcze znaleźć kilkanaście pełnych słoików. Gdzieś niedaleko sprytnie próbował się ukryć słoik z ogórkami i ostatni drzem malinowy, ale bystre jeszcze oko babci i tak je wypatrzy. W jednym rogu piwnicy stała stara beczka do kiszenia kapusty, a w drugim kącie - garnek do kiszenia ogórków i duży kocioł do gotowania przetworów.

Na kuchennym stole leżą śliwki. To dziadek zebrał je, bo była już ku temu pora. Babcia starannie je oczyściła z ogonków i pozostałych liści, a potem opłukała. Owoce trzeba bardzo dokładnie sprawdzić, bo gdyby znalazły się jakieś popsute - słoiki nie będą się trzymały. Trzeba również pousuwać pestki. Po prostu zepsują się i cała praca pójdzie na marne. Następnie powędrują do garnka i zasypane cukrem. To w nim będą zrobione konfitury. Garnek został postawiony na kuchni. Teraz jego zawartość będzie musiała się dusić przez kilka dni. Pierwszego dnia śliwki będą się dusiły około godziny. Przez ten czas zrobią się miękkie i będzie można je nieco rozdrobnić. Drugiego, trzeciego i czwartego dnia czas gotowania skraca się do 15-30 minut. Robi się to po to, aby nadmiar wody wyparował - konfitury nie mogą być rzadkie. Piątego dnia babcia Zosia wstawi je na dwie godziny do piekarnika. Podczas tego zabiegu zawartość wody wyparuje maksymalnie. Na koniec pozostanie gotową konfiturę przełożyć do słoików, zakręcić i zagotować. Dziadek będzie musiał przynieść kocioł do gotowania słoików.



Tagi: owoce, babcia, szkło

Drzewo kategorii


Od pierwszego lipca leasing konsumencki - nowość w 2011 pozycjonowanie stron