Ponieważ katastrofa taka, jeśli już się wydarzy, wywołuje kolosalne zniszczenia, wielu naukowców przyznaje, że warto się na nią przygotować. W celu wykrycia deformacji gruntu na obszarze wysp wulkanicznych zaczęto rozmieszczać odbiorniki GPS ciągłej rejestracji, m.in. na wyspie Reunion na Oceanie Indyjskim, na Fogo na Wyspach Zielonego Przylądka oraz w archipelagu Galapagos. Sieć na Kilauea, złożona z ponad 20 stacji, wykryła już występowanie zjawisk pełznięcia, cichych trzęsień oraz zwyczajnych dużych trzęsień niszczących. Niektórzy badacze twierdzą jednak, że obecnie Kilauea jest do pewnego stopnia zabezpieczona przed katastrofalnym zapadnięciem się, a to za sprawą istnienia kilku podwodnych usypisk mułu i skal prawdopodobnie powstałych podczas dawniejszych tego typu wydarzeń które podpierają jej południowe zbocze.
Nowe odkrycia na temat mechanizmu osuwania się Kilauea da się bez wątpienia uogólnić na inne wyspy wulkaniczne, które mogą nie mieć podobnych struktur podpierających. Niezależnie od lokalnych warunków danej wyspy przejście od cichego przesunięcia do nagłego zapadnięcia wymaga wystąpienia nagłego przyśpieszenia ruchu zbocza. W najgorszym wypadku przyśpieszenie to osiąga natychmiast katastrofalną prędkość, nie pozostawiając czasu na wczesne wykrycie i ostrzeganie. W wariancie optymistycznym przyśpieszenie następuje stopniowo jako seria cichych trzęsień o rosnącej sile aż do pojawienia się zwykłych trzęsień, które dopiero wówczas przybierają rozmiary katastrofy. Ciągła rejestracja zmian przez sieć odbiorników GPS umożliwia wykrycie takiego przyśpieszenia o wiele wcześniej, nim zaczną występować trzęsienia wyczuwalne i, przy odrobinie szczęścia, dostatecznie wcześnie, aby skutecznie przestrzec przed tsunami.
W przypadku jednak bardzo rozległego zapadliska ostrzeżenie na kilka godzin lub nawet kilka dni naprzód może na niewiele się przydać, gdyż i tak trudno byłoby zdążyć z ewakuacją wszystkich ludzi. Rodzi się pytanie, czy władze byłyby gotowe zastosować środki zaradcze. Problem ustabilizowania chwiejnych stoków wulkanów oceanicznych jest teoretycznie możliwy do rozwiązania. W praktyce jednak wymaga to ogromnego wysiłku. Rozważmy prosty sposób „na silę". Gdyby zdjąć wystarczająco dużo skal z górnych partii niestabilnego stoku wulkanicznego, zagrożenie znikłoby na przynajmniej kilkaset tysięcy lat. Druga możliwa metoda obniżenie niestabilnego stoku przez wywołanie serii małych trzęsień ziemi byłaby znacznie tańsza, ale najeżona jest wieloma niewiadomymi i zagrożeniami. W tym celu naukowcy świadomie mogliby wykorzystać to samo zjawisko, które obecnie powoduje ciche trzęsienia na Kilauea.