IPCC opracował kilka scenariuszy rozwoju sytuacji na świecie i na ich podstawie przeprowadził symulacje klimatu w XXI wieku, szacując wpływ zmian temperatur i opadów m.in. na rolnictwo, naturalne ekosystemy i bioróżnorodność. IPCC przewiduje w ciągu najbliższego stulecia wzrost poziomu morza o kilkadziesiąt centymetrów, jeśli Ziemia ociepli się o kilka stopni Celsjusza. Prognozowany przybór wód przede wszystkim wynika z rozszerzalności cieplnej oceanu przy niewielkiej zmianie objętości pokryw lodowych. TAK DALEKIE OD KATASTROFALNYCH skutki zmian klimatu, nawet przy szybkim wzroście emisji gazów cieplarnianych, mogą stwarzać wrażenie, że ów „niebezpieczny wpływ czynników antropogenicznych” jeszcze nam nie grozi. Uważam jednak, że jesteśmy o wiele bliżej punktu krytycznego, niż się powszechnie wydaje, i dlatego bardziej powinniśmy się koncentrować na zapobieganiu zmianom niż na przystosowywaniu się do nich.
Moim zdaniem najważniejszymi aspektami globalnego ocieplenia są wzrost poziomu morza i tempo topnienia polarnych pokryw lodowych. Duża część ludzi mieszka nie więcej niż kilka metrów nad poziomem morza, a infrastruktura na tych terenach warta jest biliony dolarów. Konieczność utrzymania współczesnego przebiegu linii brzegowej jest wyznacznikiem zagrożenia globalnym ociepleniem. Biorąc pod uwagę zmiany klimatu w przeszłości, obecne, spowodowane przez człowieka zachwianie równowagi energetycznej stanowi realną groźbę wzrostu poziomu morza. Zapis zmian temperatur na Antarktydzie pokazuje, że w wyniku ocieplenia w ciągu ostatnich 50 lat średnia globalna temperatura podniosła się niemal do wartości rekordowych w obecnym interglacjale (holocenie). Dalsze prognozowane ocieplenie przybliży nas o połowę do maksymalnej temperatury poprzedniego interglacjalu (eemskiego), cieplejszego od holocenu. Szacuje się, że poziom morza był wtedy wyższy od dzisiejszego o 56 m. Dodatkowe zwiększenie strumienia energii o 1 W/m2 spowoduje wzrost średniej globalnej temperatury mniej więcej do poziomu maksimum interglacjalu eemskiego.
Podstawowe pytanie brzmi: jak szybko pokrywy lodowe zareagują na wzrost temperatur? IPCC przewiduje tylko niewielką zmianę zasięgu lodów polarnych w ciągu najbliższego stulecia. Zespół w swych obliczeniach bierze pod uwagę tylko liniowe zmiany takich czynników, jak opady śniegu, parowanie i topnienie. W rzeczywistości jednak rozpadem pokryw lodowych rządzą procesy nieliniowe i liczne sprzężenia zwrotne. W szczytowym okresie dezintegracji lądolodu, pod koniec ostatniego zlodowacenia, proces topnienia zachodził w stałym tempie ponad 14 000 km3 na rok. Przekłada się to na wzrost poziomu morza w tempie metra na 20 lat, który utrzymywał się przez kilka stuleci. Ten okres najintensywniejszego topnienia zbiegł się w czasie (w granicach błędu pomiarowego) z okresem najgwaltowniejszego ocieplenia. Zważywszy na obecne szybkie tempo ogrzewania się i tak już cieplej Ziemi, możemy się spodziewać, że obszar letnich roztopów na lądolodzie Grenlandii i w brzeżnych partiach Antarktyki znacznie się zwiększy.